środa, 27 marca 2013

Rozdział 27.






Momenty, w których łamie nam się głos
należą do najważniejszych.




Te dwa słowa wypowiedziane przez Maćka odbijały się echem w mojej głowie. Z każdą sekundą słyszałam je głośniej i intensywniej. Na moją twarz wkradł się mimowolny uśmiech, delikatny uśmiech, ale zarazem zmieszanie. Dlaczego? Może po prostu dlatego, że nie potrafiłam powiedzieć mu tych dwóch wyrazów, tych dziewięciu liter, które sprawiały, że druga osoba staje się szczęśliwsza. Widziałam w jego oczach, że jest zdziwiony moją reakcją, ale co miałam mu powiedzieć? Jeszcze nie byłam niczego pewna. Owszem, byliśmy parą, ale przecież nie powiem mu, że go kocham kiedy nie jestem tego całkowicie pewna. Widząc smutek i.. No właśnie, i co? Zdumienie? Rozgoryczenie? Możliwe. Ale wracając. Spoglądając w jego oczy wysiliłam się na delikatny uśmiech. On wyraźnie kiwnął z niedowierzaniem głową, podniósł się i nie zwracając uwagi na to, czy idę z nim ruszył w stronę domku. Czując jak po moich policzkach spływają łzy podniosłam się i jednym, szybkim ruchem otarłam je. Przyciągnęłam kolana ku sobie i objęłam je rękoma spoglądając w dal. Delikatny powiew wiatru sprawiał, że woda tworzyła fale, które odbijały się o brzeg. Niebo było rozświetlone przez gwiazdy i księżyc, potocznie zwany w swojej pełni kołem. A ja? Czułam się źle po tej całej zaistniałej sytuacji, ale coś w środku mnie mówiło mi, że zrobiłam dobrze. Podniosłam się i otrzepałam swoje ciało z mokrego piasku. Wolnym krokiem z założonymi rękoma szłam przed siebie, w kierunek, który wyznaczały mi moje nogi, a co za tym idzie, po tym jakże samotnym powrocie weszłam do domku. Maciek nawet nie zareagował. Jak gdyby nigdy nic siedział w małą, ale przytulnym salonie i wpatrywał się beznamiętnie w ekran telewizora. Nawet nie zareagował, kiedy weszłam do środka. Zdjęłam jedynie buty i od razy wolnym krokiem weszłam na piętro, gdzie bez zastanowienia wparowałam do pokoju, aby tam jak gdyby nigdy nic walnąć się na łóżku. Oczywiście nie długo tak sobie leżałam, bo przecież była dośćźna godzina, co wywnioskowałam po spojrzeniu na zegarek znajdujący się na wyświetlaczu telefonu. Podniosłam się i wyciągając z jednej z półek pidżamę przeszłam do łazienki znajdującej się przy pokoju. A tam wzięłam szybki prysznic. Nie miałam po prostu ochoty, aby siedzieć tam niewiadomo jak długo, bo po tym „romantycznym” wieczorze wszystkiego mi się odechciało. Ubrana, z wysuszonymi i spiętymi w kok włosami ponownie weszłam do pokoju, gdzie kładąc się na łóżku okryłam swoje zmarznięte ciało kołdrą po sam czubek nosa, jak to się mówi.


***


Następnego dnia obudziłam się dośćźnym popołudniem. W sumie gdyby nie wpadające promienie słońca zapewne i tak bym się nie podniosła z łóżka, ale kiedyś trzeba wstać. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Dochodziła godzina czternasta. Przeciągnęłam swoje zaspane mięśnie czy stawy, jak kto woli i od razu stanęłam przy półce wybierając odpowiednie ubrania. Przeszłam do łazienki, gdzie nie odbyło się bez porannej toalety, po czym ubrałam się i zrobiłam delikatny makijaż. Wychodząc rzuciłam jedynie na łóżko swoją odzież nocną i od razu zbiegłam po schodach. Rozejrzałam się po wszystkich kątach i ku mojemu zdziwieniu w żadnym z pokoi nie znalazłam Maćka. Nawet pozwoliłam sobie wejść do jego sypialni, a tam co? Zwykła pustka, jedynie jakieś jego rzeczy rozwalone po podłodze.
-Gdzie on do cholery jest?! – powiedziałam sama do siebie, po czym od razu wybiegłam z domku i skierowałam się w stronę plaży. Rozejrzałam się w każdą stronę i ruszyłam w lewo. Przeszłam prawie całą długość plaży, kiedy na molu zobaczyłam dobrze mi znaną sylwetkę. Zamarłam. Niepewnie podeszłam bliżej i wtedy upewniłam się, że to co widziałam było prawdą.
-Tak bardzo mnie kochasz, tak? – powiedziałam drżącym głosem, a on momentalnie oderwał się od swojej „koleżanki”. – Właśnie widzę.
-Diana, poczekaj! – krzyknął, a ja nawet nie zareagowałam. – Diana, daj mi to wyjaśnić!
-Co mam dać Ci wyjaśnić? – odwróciłam się w jego stronę. – Może powiesz mi, że po prostu bawiłeś się w dentystę? – po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zabolało mnie to, cholernie mnie zabolało.
-Kochanie..
-Nie mów do mnie kochanie! – teraz już wrzasnęłam na całą plażę. – Daj mi spokój.
-Diana!
Docierał do mnie jego krzyk, a ja nie reagowałam na jego wołania i prośby. Swój dość szybki krok zamieniłam na bieg. Nie miałam zamiaru z nim rozmawiać, szczególnie nie po tym, co zobaczyłam kilkadziesiąt sekund wcześniej. Wbiegłam do domku i od razu po wejściu na piętro trzasnęłam drzwiami swojego pokoju.



Więc przejdźmy do naszego kochanego Aleksa..

Pod blokiem Aśki byłem punktualnie o godzinie dwudziestej. Oczywiście nie mogłaby być dziewczyną, gdyby nie spóźniła się jakieś dziesięć minut. Jednak wiedziałem, że na nią mogę czekać wiecznie. Boże, co ja wygaduję do cholery?! Przecież to niedorzeczne. Muszę jak najszybciej wywalić te słowa ze swojej głowy.
-Mam nadzieję, że nie czekałeś długo. – uśmiechnęła się ukazując swoje białe zęby, a zarazem w jej policzkach pokazały się dołeczki, które tak bardzo uwielbiałem.
-Nie, nie. – odwzajemniłem jej uśmiech i obejmując ją jedną ręką w pasie przygarnąłem do siebie, po czym pocałowałem w czubek głowy. – Kolacja?
-A może spacer? – spojrzała na mnie uśmiechając się.
-Czemu nie. – chwyciłem jej dłoń i delikatnie pociągnąłem za nią. – Niedługo będę musiał wyjechać..
-Proszę Cię, nie mówmy o tym. – z jej twarzy zniknął uśmiech, ten który tak bardzo pokochałem.
-Kiedyś będziemy musieli o tym porozmawiać.. – westchnąłem i zatrzymałem się przy jednej z parkowych ławeczek. – Posłuchaj mnie.
-Aleks, proszę Cię, odpuśćmy tę rozmowę.
-Asia.. – usiadłem na ławce i pociągnąłem jej dłoń co sprawiło, że usiadła na moich kolanach. – Może przyjedziesz do mnie jak skończysz ten nieszczęsny pierwszy rok studencki?
-Ale jak Ty to sobie wyobrażasz?
-Jak to jak? – delikatnie się uśmiechnąłem i pogładziłem dłonią jej policzek. – Normalnie. Nie chcę się z Tobą rozstać na tak długo.
-Ja z Tobą też nie. – uśmiechnęła się. Znów jej twarz zabarwiał najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem.
-To pojedziesz ze mną?
-Ale kiedy wyjeżdżasz?
-Za trzy dni mam samolot do Serbii. – odwróciłem wzrok w drugą stronę.
-Jeżeli uda mi się wszystko załatwić na uczelni to pojadę z Tobą. – ułożyła dłoń na moim policzku i delikatnie musnęła moje wargi.
-Chodźmy. – uśmiechnąłem się i ruszyliśmy w głąb parku.
Ale wiecie co? Nawet taki spacer zabiera ogrom czasu i dotarło to do mnie. Późnym wieczorem odprowadziłem Asię do domu i pożegnałem się z nią, a sam wróciłem do siebie. Kostek już dawno spał, więc wziąłem szybki prysznic i udałem się do swojej sypialni.


Wróćmy do tych pięknych i cudownych dni spędzanych nad morzem.. Haha, udał mi się żart, no nie?

Wiedziałam, że nie będę miała spokoju w tym budynku, bo przecież dzieliłam go.. No tak, wolę nie wypowiada tego imienia. Wyjęłam z szafy walizkę i zaczęłam pakować do niej wszystkie swoje rzeczy. Trzask drzwi uświadomił mi, że Maciek wrócił, jednak nie przejmowałam się tym. Łzy z moich policzek opadały na jasne panele ułożone na podłodze, a ja nie potrafiłam ich opanować. Kiedy usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi szybkim ruchem otarłam policzka i kończyłam wcześniejsze zajęcie.
-Diana, co robisz? – podszedł bliżej mnie.
-Nie widać? – starałam się opanować ton głosu, aby nie dać mu możliwości poznania po mnie iż zranił mnie.
-Mogę Ci to wyjaśnić.. – chwycił moją dłoń.
-Odpuść sobie! – krzyknęłam wyrywając swoją dłoń z jego uścisku. – Ślepa nie jestem, wiem co widziała. – odwróciłam się w jego stronę. – Wystarczył jeden wieczór, jedno moje zawahanie, a Ty tak po prostu poleciałeś do innej!
-Diana, daj mi to wyjaśnić..
-Nie będziesz mi nic wyjaśniać! – krzyknęłam i odwróciłam się, aby zapiąć zamek swojej walizki. – Po co mnie tutaj przyciągnąłeś, co? – przeniosłam wzrok na niego, a na moich policzkach znów wytworzył się strumyk słonych kropli. – Po to, żeby spędzić czas ze mną i nacieszyć się naszą samotnością czy po to aby spotkać się z nią? - patrzyłam wprost w jego oczy, a on nawet nie zareagował. Nawet nie starał się wypowiedzieć słowa. To zabolało jeszcze bardziej. – Właśnie, tak myślałam.
-To nie jest tak jak myślisz. – w końcu wysilił się na kilka słów, ale co to da?
-Dobrze wiesz, że jest tak jak myślę. – wzięłam walizkę i stanęłam przy wyjściu z pokoju. – Wracam do Bełchatowa, a Ty możesz sobie zostać tutaj z tą swoją ukochaną.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Wysunęłam z kieszeni telefon i wykręciłam numer do Dagmary. Porosiłam ją, aby sprawdziła mi, ok której mam jakiś pociąg powrotny. Nie pytała o nic, to było dla mnie najważniejsze. Nie zadawała zbędnych pytań, tylko po prostu spełniła moją prośbę. Pociąg miałam wieczorem, więc kilka godzin musiałam odczekać siedząc bezczynnie na dworcu. Kiedy wybiła tak zwana godzina zero wzięłam swoją walizkę i wsiadłam do pociągu zajmując jeden z wolnych przedziałów. W głębi serca chciałam, aby Maciek przyjechał na ten cholerny dworzec i starał się mnie przekonać, abym nie wyjeżdżała, jednak jak zawsze nadzieja matką głupich. Pociąg ruszył, a ja tkwiłam w bezruchu dopóki drzwi mojego przedziału się nie otworzyły. Serce przyspieszyło na samą myśl o tym kto to mógł być, ale kiedy odwróciłam wzrok odetchnęłam z ulgą, ponieważ był to zwykły konduktor. Kupiłam u niej bilet, po czym dokładnie zamknęłam przedział. Cała droga minęła mi w jednej, niezmiennej pozycji. Jak głupia wpatrywałam się w okno i czułam jak z każdą sekundą moja nogi stają się coraz bardziej mokre od łez, które skapywały na nie. W Bełchatowie byłam około godziny dwudziestej trzeciej. Zadzwoniłam po Dagmarę, która już po dwudziestu minutach stała obok mnie. Nie dużo myśląc wpadłam w jej ramiona i jak głupia rozpłakałam się. Znów nie pytała co się stało, tylko mocno mnie przytuliła do siebie.
-Mogę się u was zatrzymać? – spojrzałam na nią ocierając łzy.
-Przecież nie musisz pytać. – niepewnie się uśmiechnęła i przejęła moją walizkę.
Wsiadłyśmy do jej samochodu, a kiedy dotarliśmy na miejsce, jakim było ich mieszkanie bez słowa weszłam do środka i zamknęłam się w swoim starym pokoju. No może nie starym, tak dziwnie to zabrzmiało, nie sądzicie? Dawnym. Tak, już lepiej. Więc wracając. Zamknęłam się w swoim dawnym pokoju i nawet nie miałam zamiaru zabierać się za rozpakowywanie walizki. Od razu padłam na łóżko i schowałam głowę w poduszkę, w której zapewne znajdowało się więcej moich wypłakanych łez niżeli piórek czy czegokolwiek z czego była zrobiona. Moją błogą chwilę płaczu przerwało pukanie do drzwi.







___________________________________________________________
Wiem, ostatnio nieco zaniedbałam tego bloga jak i moje pozostałe. Ale to nie z mojej winy, chociaż w sumie.. Tak w prawdzie to nie miałam czasu, aby usiąść na spokojnie i cokolwiek napisać. Każdy dzień miałam zwalony nauką, nawet w weekendy nie miałam czasu, aby cokolwiek napisać. Chciałam Was przeprosić za tę moją nieobecność tutaj, ale wiecie, szkoła jest ważniejsza i trzeba się uczyć. Chociaż teraz. A u mnie nie było nic innego jak szkoła, nauka, szkoła, nauka.. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni, choć nic nie obiecuję. Wybaczycie mi?
Pozdrawiam serdecznie! ;*
Bartosz! *-*




niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 26.





Zadziwiające ile wspomnień nosi w sobie
zapach wieczornego powietrza.





Z mojej twarzy dało się odczytać zdziwienie, ale zarazem zdenerwowanie. Bo miało być tak pięknie, mieliśmy wyjechać , a tutaj jak zawsze coś się dzieje i nie można spokojnie odpocząć od ludzi. Zostawiłam Maćka w salonie, a sama podeszłam do drzwi otwierając je.
-Michał?
-Wybierasz się gdzieś, siostrzyczko? – wyszczerzył się, ale ja nie podzielałam jego entuzjazmu.
-Tak jakby, na pewno. – westchnęłam. – Co byś chciał?
-Aaaa, skoro masz plany to już nic. – machnął ręką i odwrócił się tyłem.
-Wracam za tydzień. – mruknęłam, a on momentalnie się odwrócił ponownie w stronę mojej skromnej osoby.
-Jak to za tydzień?
-Maciek zabiera mnie nad morze. – westchnęłam.
-A, chyba, że tak. – odetchnął z ulgą? Tak, ewidentnie tak było. – To miłego wyjazdu, bawcie się dobrze, ale wujkiem jeszcze nie chcę być.
-Michaaaaaał. – jęknęłam i postukałam się palcem wskazującym po głowie. – Myślisz Ty czasem zanim coś powiesz?
-Oczywiście! – strzelił palcami i uśmiechnął się, po czym mocno mnie przytulił. – Baw się dobrze, siostra.
-Dziękuję. – szepnęłam, a po chwili poczułam jego wargi na swoim czole. – Nie martw się, nic mi nie będzie.
-I tak będę się martwił. – spojrzał na mnie. – W końcu zawsze będziesz moją małą siostrzyczką.
-Wiem, wiem. – jeszcze raz się przytuliłam. – Do zobaczenia za tydzień.
-Maciek, pilnuj jej! – krzyknął w stronę salonu, a ja spojrzałam na niego nieco zdziwiona. Skąd on do jasnej cholerci wiedział, że Maciek jest u mnie!? Ale mniejsza..
Pożegnałam się z Michałem i zamknęłam za nim drzwi, a sama przeszłam do salonu, gdzie Muzaj jak gdyby nigdy nic siedział rozłożony na kanapie wpatrując się w telewizor.
-Gotowa?
Skąd on do cholery wiedział, że właśnie podchodzę do niego?! Przecież starałam się zrobić to jak najciszej, ale widocznie nie udało mi się. Odwrócił się w moją stronę, a ja tylko skinęłam głową. Wyłączył telewizor, podniósł się i chwycił moją walizkę. Zabrałam klucze i swoją ramoneskę, po czym opuściliśmy mieszkanie, które zamknęłam i dokładnie sprawdziłam. Klucze Maciek zostawił u swojej mamy, skąd wyszedł ze swoją torbą pełną ubrań. Włożył owe torby do bagażnika samochodu, a później zajęliśmy swoje miejsca. Nieco zdziwił mnie fakt, że był kierowcą, ale w sumie cieszyłam się z tego, że jest niezależny od swoich rodziców, a szczególnie od taty. Po kilkunastu sekundach wyruszyliśmy w długą drogę.


Obudził mnie delikatny dotyk dłoni młodego atakującego. Przetarłam zaspane oczy i rozejrzałam się dookoła. Maciek delikatnie się uśmiechnął i wysiadł z samochodu, po czym go okrążył i otworzył drzwi od mojej strony.
-Już jesteśmy? – spojrzałam na niego chwytając wysuniętą w moją stronę dłoń, a on tylko kiwnął głową.
Kiedy wysiadłam podszedł do jakiegoś mężczyzny. Zapewne znajomego swoich rodziców, tak właśnie moja inteligencja wywnioskowała. Pożegnał się z nim i wrócił do mnie, po czym pomachał przed moimi oczyma pękiem kluczy. Zaśmiałam się i zabrałam je od niego. Pobiegłam w kierunku wejścia i szybkim ruchem otworzyłam drzwi frontowe, po czym weszłam do środka, a zaraz za mną pojawił się Maciek wraz z walizkami. Usłyszałam jedynie jak upadają one na podłogę, a po chwili poczułam jego dłonie na swojej talii, a jego ciepły oddech czułam na swojej szyi. Mimowolnie się odwróciłam w jego stronę i położyłam dłonie na jego klatce piersiowej delikatnie się uśmiechając.
-Chodźmy się przejść.
-Najpierw moja droga, to się rozpakujemy. – zaśmiał się i musnął swoimi wargami mój policzek.
Nie protestowałam, lecz od razu udałam się za Muzajem, który zabierając nasze walizki wszedł po schodach na piętro. Otworzył drzwi do pokoju i przy łóżku zostawił moją walizkę.
-Oto Twoje małe królestwo. – zaśmiał się kierując się w stronę drzwi.



Przejdźmy może do Serba Aleksandara..

Siedziałem pogrążony w rozmyśleniach na kanapie w mieszkaniu, które dzieliłem z Kostkiem. Mimo iż miałem włączony telewizor za bardzo nie interesowało mnie to co w nim leci. Mój wzrok był utkwiony w jakimś martwym punkcie.
-Hallo, słuchasz mnie? – z rozmyśleń wyrwał mnie owy współlokator.
-Sorry, zamyśliłem się. – mruknąłem od niechcenia z nadzieją, że da mi spokój.
-Myślałeś o Dianie?
-Właśnie o to chodzi, że nie. – głośno westchnąłem, a jego mina wyrażała wszystko. – Aśka jest zupełnie inna niż Diana.
-No i co z tego?
-No i właśnie to. – wymamrotałem pod nosem i spojrzałem na przyjaciele. – Chodzi o to, że chyba zaczęło mi na niej zależeć.
-To chyba dobrze, co?
-Myślałem, że jak będę z nią to zbliżę się do Diany. – westchnąłem podbierając się łokciami o kolana. – A jest tak, że chyba bardziej przekonuję się do niej i chyba bardziej chcę być z nią niż wykorzystać jej osobę do tego, aby być z Dianą.
-Skoro zależy Ci na niej to w czym problem? – podrapał się po głowie w geście niezrozumienia moich słów.
-Nie wiem, sam kurwa nie wiem. – uderzyłem dłonią w stolik znajdujący się przy kanapie, podniosłem się i ruszyłem w stronę swojej sypialni.
Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, bo przecież chciałem, aby Aśka zbliżyła mnie do Diany, a wszystko się spieprzyło. Już sam nie byłem pewien co do kogo czuję, ale w głębi duszy cieszyłem się z każdej chwili spędzonej z Aśką, a z każdym dniem u jej boku Diana przestawała mieć dla mnie znaczenie jako osoba, którą mógłbym pokochać. Może właśnie w Aśce mogę znaleźć osobę, która będzie dla mnie kimś ważnym? Kimś z kim będę mógł spędzić swoje życie? Ale przecież jeszcze nie mogę o takich rzeczach myśleć. Ciągle jest Diana i Aśka, a nie chcę, aby straciła przeze mnie przyjaciółkę. Ale czy dobrze robię? Czy w ogóle dobrze chcę zrobić myśląc o życiu Aśki i o tym, aby jej przyjaźń trwała? Może ona właśnie nie chce jej kontynuować i chce abym z nią był? Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu ogłaszający połączenie telefoniczne.
-Halo?
-…
-Jasne, o której i gdzie? – na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech.
-…
-Wpadnę po Ciebie, do zobaczenia. – wcisnąłem czerwoną słuchawkę i wsunąłem telefon do kieszeni spodni, po czym udałem się do wyjścia.



No i wróćmy nad nasze piękne, polskie morze..

Spokojnie się rozpakowałam i zabrałam ubrania, po czym zniknęłam za drzwiami łazienki, gdzie szybko się przebrałam. Po wyjściu z pomieszczenia podeszłam do okna, obok którego były drzwi balkonowe. Otworzyłam je i stanęłam na balkonie spoglądając na widok. Szum morza docierał do moich uszu, a w oddali była widoczna plaża. Słońce powoli znikało za horyzontem i odbijało się w tafli wody. Ciepły, delikatnie wiejący wiatr muskał moje ramiona. Kiedy poczułam dłonie na swoich biodrach wystraszyłam się i podskoczyłam w górę. Maciek zaśmiał się, za co został skarcony moim wzrokiem.
-Idziemy? – uśmiechnął się i musnął mój policzek.
Na moją odpowiedź nie musiał długo czekać. Chwyciłam jego dłoń i razem z nim wybiegłam z domku, po czym Muzaj ruszył w stronę plaży. Szłam krok w krok tuż obok niego w milczeniu. Kiedy dotarliśmy na plażę zdjęłam swoje baleriny i boso stąpałam wzdłuż linii wybrzeża. Maciek chwycił moją dłoń i towarzyszył mi w moim milczeniu podczas spaceru.
-Nie byłam nad morzem od śmierci rodziców. – przerwałam ciszę, która nam towarzyszyła.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz. – objął mnie ramieniem i pociągnął w swoją stronę.
-Wiem Maciek, wiem o tym bardzo dobrze. – delikatnie się uśmiechnęłam.
Nie odpowiedział, zamilknął. Pociągnął mnie za moją dłoń przyciągając ku sobie, po czym objął mnie w pasie i okręcił się kilka razy wokół własnej osi. Upadliśmy na wilgotny już piasek, a Maciek momentalnie przekręcił się tak, że znalazł się nade mną. Zaśmiałam się cichutko, po czym zatopiłam się w ustach młodego siatkarza.
-Kocham Cię. – szepnął wprost do mojego ucha, kiedy tylko oderwał się ode mnie.



__________________________________________________________
No i mamy kolejny. ;). Mam nadzieje, że nie jesteście źli, że dopiero teraz dodałam, ale brak czasu przemawia ostatnimi dniami. ;c
Mam nadzieję, że się spodoba. ;)